Aktualności

Szczyt COP22: Polska na klimatycznym rozdrożu

Ewa Sufin-Jacquemart, prezeska Fundacji Strefa Zieleni uczestnicząca w COP22 na zaproszenie Zielonej Fundacji Europejskiej (GEF) komentuje z Maroka ustalenia tegorocznego szczytu i zapowiedź zorganizowania konferencji w Polsce.

Po niezwykle emocjonującym zeszłorocznym szczycie COP21 w Paryżu, gdzie u wielu leciały łzy radości po przyjęciu przez 195 krajów historycznego porozumienia klimatycznego, COP22 w Marrakeszu mógł się wydawać zbyt spokojny i za mało ambitny. Jego rola była jednak inna niż poprzednich szczytów – chodzi o wprowadzenie porozumienia w życie i przełożenie na konkretne działania.

Porozumienie paryskie ratyfikowano w rekordowym tempie, bo w niecały rok. Na dzień dzisiejszy proces ratyfikacji zakończyło 111 krajów odpowiedzialnych za ok. 75% emisji gazów cieplarnianych. Polska ratyfikowała porozumienie paryskie 7 października, dołączając jednak deklarację, że nie jest krajem z tzw. Aneksu II konwencji klimatycznej, mianowicie „krajem rozwiniętym”, który wedle porozumienia ma obowiązek finansować adaptację do zmian klimatu krajom rozwijających się.  Stało się tak pomimo tego, że od kilku lat nasz dochód narodowy kwalifikuje nas do krajów rozwiniętych z grupy OECD.

Nie wszystkie kraje rozpoczęły już konieczną transformację ekologiczną od paliw kopalnych do efektywności energetycznej i energii odnawialnej. Do tych opornych należy również Polska, promująca na COP22, w ramach „zielonej gospodarki”, bezodpadowy węgiel i zwiększone pochłanianie emisji ze spalania węgla poprzez intensywną uprawę lasów. Jednak coraz więcej krajów nawołuje do ambitnych zobowiązań redukcji emisji gazów cieplarnianych i działań transformacyjno-adaptacyjnych. COP22 wysłał zdecydowany sygnał dla klimatosceptyków i populistów, takich jak Donald Trump, że nie ma możliwości powstrzymania światowego ruchu ku zwalczaniu zmian klimatu. Świadczy o tym m.in. wielka mobilizacja podmiotów pozapaństwowych – samorządów, biznesu, społeczeństwa obywatelskiego – oraz zainicjowane przez te podmioty i same państwa, bardzo liczne i konkretne inicjatywy i platformy współpracy dla klimatu.

Mimo wciąż niewystarczających zobowiązań państw-stron aby nie dopuścić do wzrostu temperatury na Ziemi o 2, a tym bardziej o 1,5 stopnia Celsjusza, mimo wciąż niewystarczających mechanizmów finansowych, funduszy, transferu technologii, wiedzy i umiejętności, mimo wciąż za mało ambitnej polityki energetycznej w wielu krajach, unikania poważnego podejścia do zmian klimatu od strony gender i wkluczenia kobiet, niewystarczającego uwzględnienia kwestii młodzieży, praw człowieka i sprawiedliwości klimatycznej – pomimo tego wszystkiego na COP22 widać było wyraźnie zmianę tonu. Porozumienie Paryskie jest niewątpliwie nowym wykładnikiem kierunku, w jakim toczy się historia naszej planety, i nic nie może tego zmienić. Przyszła prezydencja COP23 Fidżi, wyspiarskiego kraju poważnie dotkniętego już teraz powtarzającymi się katastrofami pogodowymi, daje nadzieję na szybki postep negocjacji i działań w 2017 roku. Mam nadzieję, że odbierze to zapowiadanej ponownej polskiej prezydencji COP24 w 2018 roku możliwość zbyt negatywnego wpływu na poziom globalnych zobowiązań i działań klimatycznych.

Podobnie jak wielu uczestników iobserwatorów COP22, z którymi rozmawiałam, mam wiele wątpliwości co do intencji naszego rządu. Wiadomość o organizacji COP24 w Polsce nie jest niestety dobrą nowiną, ani dla nas, ani dla naszych dzieci i wnuków. COP24 będzie bowiem kluczowym szczytem dla wyznaczenia ostatecznych zobowiązań wynikających z porozumienia paryskiego, przed jego wejściem w życie w 2020 roku. Pierwszym znakiem dobrej woli ze strony ekipy rządzącej powinno być natychmiastowe podpisanie przez prezydenta Andrzeja Dudę ustawy ratyfikujacej poprawkę z Doha do protokołu z Kioto. Szczególnie kraje biedne i już dziś bardzo mocno dotknięte katastrofami klimatycznymi bardzo czekają na wejście w życie tej poprawki.